Monday, 28 April 2008


Kto pamieta film "Misja" z Jeremym Ironsem i zabojczym Robertem De Niro (w obcislych skorzanych spodniach i wysokich butach do konnej jazdy, mmmm...) o Jezuitach w Ameryce Poludniowej?
Na poludnie od wodospadow Iguazu jest duzo ruin misji jezuickich, zazwyczaj na szczytach wzgorz porosnietych bujna roslinnoscia. Ten subtropikalny kraj nalezal kiedys do plemion Guarani, a potem oczywiscie przyszli Hiszpanie i Portugalczycy. Od wygnania Jezuitow z misji, przez krola hiszpanskiego w polowie 18-ego wieku, pozostalosci budowli, takie jak te w Trynidad i Jesus de Tavarangue, zbudowane z czerwonego piaskowca, niestety powoli sie rozpadaja.
Ale i tak sa niesamowite skoro zainspirowaly facetow pokroju De Niro i Ironsa, do porzucenia bezpiecznej strefy i zagrania w filmie o 18-o wiecznych polityczno-religijnych tarciach, zamiast bardziej tradycyjnych tematach jak np. o gangsterach lub angielskich zboczencach!

Do you remember "The Mission", film with Jeremy Irons and divine Robert De Niro (wearing leather trousers and high horse-riding boots, mmmm...) about Jesuits in SA?
South from Iguazu Falls there are many ruins of Jesuits settlements on atop of green lush hills. The subtropical area used to belong to the Guarani aborigines, then Spanish and Portuguese came. Since Jesuits expulsion in mid of the 18-th century,the ruins, like those in Trinidad and Jesus de Tavarangue made of red sandstone, sadly are falling apart.
But imagine, they inspired men like De Niro and Irons to leave the comfort zone and make a movie about 18-th century political-religious tension instead of more traditional subjects like gangsters or
English perverts!








A wodospady Iguazu to po prostu cholernie duzo wody spadajacej z gory w potwornie goracym i o 100% wilgotnosci lesie, gdzie motyle o wsciekle kolorowych skrzydlach siadaja na turystach jakbysmy byli najwiekszym przysmakiem.
Wg. legendy stworzone zostaly przez boga rzeki, w wyniku sporu o kobiete!
"Biedna Niagara" powiedziala podobno Eleanor Roosevelt kiedy zobaczyla Iguazu. Nie widzialam wprawdzie Niagary, ale ten wodospad z cala pewnoscia powala na kolana.


And Iguazu Falls are...well, it's a hell a lot of water falling down in deadly hot and 100% humid forest where acid coloured butterflies sit on tourists as if we were something delicious.
According to the legend, was made by angry god of the river as the result of argument over the woman!
"Poor Niagara" - Elanor Roosvelt was suppouse to say when she visited it.
I haven't seen Niagara but these ones have a really WOW factor!

Sunday, 27 April 2008

Dla tych ktorzy sa znudzeni opisami przyrody, Kacik Kulinarny:

CHIPAS - paragwajski snak, sprzedawany na ulicach, w autobusach, mala buleczka z maki
kukurydzianej z serem w srodku, bardzo zapychajace.

MATE - argentynski, urugwajski, paragwajski i chilijski napoj narodowy. Rodzaj ziolowej herbaty (w smaku przypomina stare skarpety) bardzo mocnej i energetyzujacej. Pija wszyscy i wszedzie. Na
wsiach, w miastach, w domach, pracy, na ulicy, starzy i mlodzi. Chodza caly dzien z termosem pod pacha i dolewaja goracej wody do specjalnego kubka i sacza przez rurke. No i dziela sie tym miedzy soba. Podobno uzaleznia bardziej niz kawa.



For those who might be bored, some Food Notes:
CHIPAS- Paraguayan snack number one. Sold everywhere. Small roll made of maniok flour with melted chees inside, very filling.

MATE
- Argentinian, Paraguayan, Uruguayan, Chilean national drink. Kind of herbal tea (taste bit like old socks) very strong and energizing. Everybody drinks it and everywhere. Countryside, in the cities, old people, young as well, at home, at work, in schools, on the street. They walk all day long with thermos and they pour hot water into special cup and sip it through the straw. And they share it with family and friends. It's said to be very addictive.

Monday, 21 April 2008


Spedzilismy cudowny czas na starej estancji Cerro Pellado w sercu Urugwaju.
Farma nalezy do naszych znajomych, ktorzy jednak na niej nie mieszkaja caly rok, tylko wpadaja latem. Przez reszte czasu estancja jest prowadzona przez urugwajska pare; señora Rosana zajmuje sie domem, a señor Pedro gospodarstwem i zarzadza gauchami.
XIX-sto wieczny dom na planie U, zbudowany w stylu kolonialnym z patiem po srodku i ogrodem, jest otoczony starodrzewem i polaciami pol na ktorych pasa sie setki krow, owiec i koni. W obejsciu paleta sie pelno psow, kotow, ptactwa domowego a nawet wsciekle zielonych papuzek, ktore sie okropnie wydzieraja.
Prowadzilismy zycie jak prawdziwi estancieros; konie czekaly na nas rano osiodlane, jedzenie wjezdzalo na stol 3 razy dziennie w ogromnej jadalni, nasza sypialnia i lazienka byly sprzatane, a ogien na kominku palil sie co wieczor zebysmy sie mogli zrelaksowac.
Jak mozecie sobie wyobrazic, zycie pelne ciezkiej pracy i odpowiedzialnych obowiazkow.

We've just spent the most amazing time in the old estancia (working farm) Cerro Pelado in the heart of Uruguay. It belongs to the friends of ours, who however don't live there, put pop in in the summer time. Through the whole year it's run by Uruguayan couple; señora Rosana is a housekeeper and señor Pedro manages the farm and the gauchos.
XIX-th century house on U-shape plan in colonial style with patio and garden is surrounded by old trees and wherever you can see hectares upon hectares of grassland with hundreds of cows, horses and sheep. Farm is stuffed with all kind of creatures like dogs, cats, birds and even lime green parrots which make horrible noise.
We lived life of the real estancieros, with horses waiting every morning to take us for a ride, with food done for us and served 3 times a day in spacious dining room, our room and bathroom cleaned and fire on the fireplace to warm up in the evenings. As you can imagine the life full of hard work and responsibilities.













Wybrzeze Urugwaju to jedna dluga plaza. Szeroki pas jasnego piasku ciagnie sie od Montevideo na polnoc do granicy brazylijskiej. Wydmy odzielaja male rybackie wioski od oceanu. Wybralismy taka jedna na chybil trafil, malutka, senna i zupelnie wyludniona po sezonie. Wynajelismy maly domek zwany tu casita, z wlasnym gankiem i miejscem do grilowania (to absolutna podstawa w Ameryce Poludniowej:) , z konmi przychodzacymi sie pasc przed domem nad ranem i okolicznymi psami pojawiajacymi sie regularnie w porach posilkow. W nocy jest tu tak ciemno ze wszystko co widac to droga mleczna nad glowa, a jedyne co slychac to szum oceanu...

Uruguayan cost is a one long beach resort. Wide strip of white sand stretches from Montevideo to Brazilian border. Dunes separate small fisherman's villages from the ocean. We've picked up randomly one sleepy , tiny village far from everything, which after season was almost deserted. Rent little casita just behind sand dunes, with it's own porch, barbecue place ( what is essential in SA:), horses coming early in the morning and local dogs popping in every meal time. In the night it's pitch black so all you can see is Milky way above you and all you can hear is the sound of the ocean...







Friday, 4 April 2008

Zaledwie godzina promem przez Rio de La Plata i jestesmy w zupenie innym swiecie.
Z glosnego, szalonego Buenos Aires w sam srodek kolonialnej ciszy miasteczka Colonia del Sacramento w Urugwaju. Zalozona przez Portugalczykow na polwyspie osada zamieszkiwana glownie przez przemytnikow i piratow obecnie jest prawie zapomniana przez glowny tlum turystow.
I tym lepiej dla nas!
Ukryte w cienistych alejach kolonialne domki, maly port jachtowy, stare mury miejskie, brukowane uliczki i otaczajace to wszystko czekoladowego koloru wody Rio de La Plata...

Just one hour on the ferry crossing Rio de La Plata and everything is different. From bustling, laud BA right into the middle of colonial serenity of Colonia del Sacramento in Uruguay.
Once Portuguese settlement of smugglers and pirates now days seems to be forgotten by a main crowd of tourists. And good for us!

Hidden in shadowy alleys colonial houses, tiny yacht port, old stone city walls, cobbled streets and surrounding cacao-coloured waters of Rio de La Plata...