Pewnego razu, byla sobie droga. Ale nie taka zwyczajna droga. Ta biegla z poludnia od Ciesniny Magellana, az do polnocnej prowincji Jujuy, przez cala Argentyne wzdluz jej zachodniej granicy. Ludziska zwali ja "Ruta 40", ale niektore jej odcinki znane byly rowniez pod nazwa " koszmar kierowcow"...My mielismy przyjemnosc przejechac takim wlasnie odcinkiem.Z El Chalten, malej miejscowosci przycupnietej pod masywem Fitzroy, czczonym przez Indian Araukanow jako "bog dymu", do El Bolson, mista hippisow w prowincji Rio Negro: ponad 1000km przez zupelna pustke, z pampa rozciagajaca sie az po horyzont, niebem nad glowa i oczywiscie z NIA - droga numer 40. Droga ziemna, piaskowa, kamienista, ale z cala pewnoscia bez kawalka asfaltu. Autobus wygladal jak woz bojowy z przednia szyba zabezpieczona metalowa krata, ktora miala chronic ja przed odpryskujacymi kamieniami. Niestety nic nie chronilo nas w srodku przed telepaniem na wszystkie strony. Po 25 godzinach jazdy bylismy lepiej wstrzasnieci niz bondowskie martini.Jedyna nagroda byly wschody i zachody slonca, zaliczylismy 3 na trasie, nieporownywalne do zadnych innych, niesamowity spektakl barw i swiatla rozciagajacy sie nad pustynia... 
Once upon a time there was a road...
Long, windy road running from Magellan Strait up north to Jujuy province
through the whole Argentina along it's west border.
People used to call it 'Ruta 40' but some of it's parts were called 'motorists nightmare'...
We had a pleasure to take THAT part.
From El Chalten, the tiny settlement at the bottom of Fitzroy massif respected by Araucanian tribes as a 'god of smoke', to El Bolson the 'hippie' town in Rio Negro: over 1000km through the middle of nowhere, just pampa desert up to the horizon, sky above and IT- the road. The gravel, sandy, rocky but definitely no asphalt. The bus front windscreen was protected by a steel grid from striking pebbles but nothing could protect us inside from joggling. After 25 hours we've been better shook than Bond's martini.
The only reward were sunrises and sunsets, we've seen 3 of them, better then anywhere else, stretching on the sky like a lights and colours spectacle you couldn't forget.