Monday, 21 April 2008


Wybrzeze Urugwaju to jedna dluga plaza. Szeroki pas jasnego piasku ciagnie sie od Montevideo na polnoc do granicy brazylijskiej. Wydmy odzielaja male rybackie wioski od oceanu. Wybralismy taka jedna na chybil trafil, malutka, senna i zupelnie wyludniona po sezonie. Wynajelismy maly domek zwany tu casita, z wlasnym gankiem i miejscem do grilowania (to absolutna podstawa w Ameryce Poludniowej:) , z konmi przychodzacymi sie pasc przed domem nad ranem i okolicznymi psami pojawiajacymi sie regularnie w porach posilkow. W nocy jest tu tak ciemno ze wszystko co widac to droga mleczna nad glowa, a jedyne co slychac to szum oceanu...

Uruguayan cost is a one long beach resort. Wide strip of white sand stretches from Montevideo to Brazilian border. Dunes separate small fisherman's villages from the ocean. We've picked up randomly one sleepy , tiny village far from everything, which after season was almost deserted. Rent little casita just behind sand dunes, with it's own porch, barbecue place ( what is essential in SA:), horses coming early in the morning and local dogs popping in every meal time. In the night it's pitch black so all you can see is Milky way above you and all you can hear is the sound of the ocean...







3 comments:

Anonymous said...

Ale zajeeeeeeeebiscieeeee!!! Strasznie mi sie podoba! Cisza, spokoj, ocean.. bosko!! ZAZDROSZCZE! ZAZDROSZCZE! Teraz jak juz jestescie w bezpiecznej odleglosci od gor, zazdroszcze Wam juz naprawde i z calego serca! :-)

Anonymous said...

Acha, to bylam ja - MARSKA :))

jo said...

Nooo, ja sobie tez zazdroszcze, powaga, uwielbiam morze, zwlaszcza takie z piaszczystymi plazami.