Friday, 29 February 2008

Poludnie Chile przypomina mi ksiazki, ktore czytalam bedac dzieckiem. Pionierzy, osadnicy, dziewiczy, smagany wiatrem krajobraz, drewniane lub okladane blacha falista domki, sprawiajace wrazenie jakby mialy nie przetrwac nastepnej zimy...
Wcisnieta miedzy gory i ocean, upstrzona osniezonymi szczytami wulkanow, czilijskia kraina jezior ma to wszystko. I w przeciwienstwie do polnocno amerykanskiego dziekiego zachodu, zamieszkana jest w wiekszosci przez rdzennych mieszkancow, ktorzy stanowia bardzo silna etnicznie i politycznie spolecznosc.
Tak wiec mysmy:
- spali z widokiem na dymiacy stozek wulkanu
- moczyli dupska w naturalnych goracych zrodlach i leczniczym blotku
- plywali w powulkanicznej lagunie o czarnym piasku
- spedzili dzien sw. Walentego na kempingu "Utracony raj" ( czyz nie idealna nazwa?)
- spotkali wielkiego, kudlatego pajaka, zwanego tu pieszczotliwie "Pollito", co znaczy kurczaczek
- ja prawie adoptowalam 5.674.351 bezdomnych psow
- zaliczylam pierwsza i mam nadzieje, ze ostatnia, "zemste Montezumy"
i oczywiscie spedzielismy dluuugie godziny we wszelkiej masci autobusach. Niecierpie autobusow!

Nastepny raport z antypodow, czyli tak daleko jak nam sie uda dojechac na koniec Swiata.

ps. rury kanalizacyjne w Chile maja tylko 50mm srednicy, wiec nie mozna wrzucac papieru toaletowego do kibelka, tylko do kosza na smieci. Ochyda, ale rury by tego nie wytrzymaly...


Wild, wild south of Chile is pretty rough and reminds me all the books I've read when I was a kid. Pioneers, settlers, unspoiled, windy landscape, timber and tin cladded houses looking like they wouldn't survive next winter...
Stucked between mountains and ocean, pointed by snowy volcano's peaks, Chilean Lake District has it all. And unlike the North American middle west, is inhabited mostly by natives who are not only the majority in here, but also a very strong and dynamic etnic group.
So, we have :
- slept with the view on steaming (!) volcano
- had natural hot springs and mud treatments
- sweamt in black sanded lagoon
- spent St. Valentines Day on a campsite "Lost Paradise"( isn't it perfect name?)
- have been crossroaded by giant hairy spider who's called here "Pollito" - little chicken
- I almost addopted 5.674.351 homeless dogs
- I got my first and I hope the last "Montezuma's revenge "
...and of course we've spent hours and hours in buses. I hate busses!

Next raport from the End of the World.

ps. the toilet pipes in Chile are only dia 50mm so you are not allowed to flush toilet paper down the toilet, but you have to throw it in the waste basket! Gros but pipes just can't handle it...

No comments: