No tak, byloby za pieknie gdyby wszystko poszlo zgodnie z planem. Krotko mowiac utknelam jak korek w wannie, w Madrycie. Miejsce ani szczegolne, ani okolicznosci niezbyt sprzyjajace. W skutek wielu niezbyt pomyslnych zbiegow okolicznosci i bledow linii lotniczych, nie polecialm w sobote w nocy, ani nawet nie w niedziele, ale przebukowali mnie laskawie na... srode, ole! Nie ma to jak leciec w szczycie sezonu. Dwa dni spedzone na lotnisku Barajas stworzyly ze mnie znawce tego miejsca, moglabym oprowadzac wycieczki. Co wiecej bieganie jak z piorem od okienka LAN do okienka Iberii i nazad, wzmocnily miesnie nog, plecow i posladkow i znacznie wzbogacily moje hiszpanskie slownictwo. Taaa.
Cwicze faze "ommmm" i staram sie dotrwac...
Wynajelam rozowy (sic!) pokoik w pensjonacie prowadzonym przez zabawna pare starszych Kubanczykow, ktorzy mowia mieszanina wszystkich jezykow Swiata lacznie z jezykiem migowym.
Nic to, byleby do srody.
....................................................................................................................................
Not in Chile yet.
Stucked in Madrid for many reasons, but mostly because of BA fault and not giving me a boarding card all the way to Santiago. So I didn´t fly either on Sat night, or on Sunday, but I´flying on... Wednesday! Yes, couple days of waiting and I´ll be there!
I can´t say I like Madrid in these circumstances...
I´ve spend 2 days on the Barajas Airport, I can be an tour guide for now. What is even more rewarding, running from LAN desk to Iberia customer service and back, for 48 hours, made my legs, back and bum really fit.
I´m trying to be Zen Jo (just like you Jacqui!).
I got a pinky room in a tiny hostel managed by older cuban couple who can speak al the languages of the world in the same time.
Well, I guess all I can do now is to wait...

No comments:
Post a Comment